A A A

Paweł Łyjak “Wciąga mnie nic”

15 lipca – 20 sierpnia 2021

Małgorzata Wielek Wciąga mnie NIC / zmyślony monolog P. Ł.

tekst kuratorski do wystawy Pawła Łyjaka w Galerii XXI 15.06.2021 Warszawa

Próbuję go sobie wizualizować. Dom kusi mnie swoimi obietnicami. On wypełnia brak i rekompensuje straty, wspomnienia z dzieciństwa. Dom smutku i rozpadu. Raz widzę go jako zwięzłą bryłę, by za moment przekonać się że to pokawałkowany sześcian. Dom to coś więcej niż tylko ściany. W nim zmieszczę tęsknoty, idyllę, spokój i harmonię. Obok niego będzie las, po którym mogę spacerować, kwitnący sad i łąki dające przestrzeń. Ten dom może uporządkować mi świat, w którym wszystko jest na właściwym miejscu. To cel, punkt, czerwona kropka na horyzoncie do której zmierzam mobilizując wszystkie swe moce. On będzie taki pojemny, że pomieści cały mój prywatny kosmos z jego przeszłością, teraźniejszością i przyszłością. Dlatego pełznę do niego w pokorze nie rozglądając się na boki.

Brak to problem, po którego krawędzi się przemieszczam. To emocjonalny eksperyment. Zanurzam się w procesie, gdzie rozgrywa się świat i życie, poza nim jest pustynia oraz NIC. Sam siebie poddaję psychoanalizie, badam poszczególne etapy by zrozumieć, co przywiodło mnie w to pokrętne miejsce. Usiłuję ujarzmić subiektywny kosmos, tam dostrzegam horyzont. Witam więc się i żegnam z samym sobą, z tą nieodgadnioną dziką bestią co ciągnie kulę u nogi. Rozkładam na części swą egzystencjalną podstawę, poddaję w wątpliwość każdy stan rzeczy. Jestem w ciągłym, dynamicznym ruchu i defragmentuję obrazy oraz przewlekłe idee. Strumień świadomości pozwala mi na poszukiwanie odpowiedzi, które kończą się fiaskiem. Wyjście z potrzasku i opanowanie chaosu to elementy mojego sukcesu. Wtedy to widzę „brak” jako część całości. Wchodzę więc w stan wyswobodzenia od wszelkich treści… Podążam za przepływem, daję się ponieść emocjom, brnę w życiową przygodę. Ten introwertyzm mnie uzależnia, szukam remedium, sposobu jak dalej przetrwać. Wypełniam lukę przez kształty, formy, kolory i światło. Wchłaniam energię z rzeczy niepozornych by snuć opowieść w nieskończoność. Zaspakajam swe niejasne potrzeby poprzez podróż po lesie. Jestem przecież tym zlepem, który krąży pomiędzy mchem, drzewami i korzeniami. Poszukuję szczątków kości i porzuconych piór. Ta powtarzalność pokazuje mi wielość perspektyw? Wymykam się w ciemność przygody. Tam dalej pustka, NIC.

Nie znajduję sposobu by się znieczulić. Płynę w magmę turkusowych chmur, acz one wyglądają kusząco…Wszystko układa się tak klarownie. Ja, klęska, cokolwiek, kupa śmieci i na koniec pływający trup w jeziorze. Oto malowniczy opis. Można by ubarwić go jeszcze o detale takie jak: wezbrała burza, wulkan nagle eksplodował, niedźwiedź brunatny obudził się w połowie zimy, zaraza, zakała ogarnęła nie cały świat, a jedynie ziemski padół. Taki mały i egocentryczny. Przerośnięta postać zasłania mi horyzont. I to wszystko mnie uspakaja. Tworzenie słów, składanie liter. Powolne przemieszczanie się po krawędzi, po której stąpa mały, miauczący pies. Ogarnia mnie chłód pędzącego z daleka wiatru. Skrywam – czyż to nie piękne słowo? Przed wami coś chowam głęboko na dnie duszy odmętów by się uchować cało bez bólu. Iść przodem, a wiatr rozwiewa warkocze. Jestem opowiadaczem, bajarzem, wprowadzam w oniryczny stan.

I mówię: nie chcę tego wszystkiego mieć, tego zapachu, smaku i odzewu przybyłych. I kolejny ktoś znalazł się, żeby złamać mą lichą konstrukcję. Spotykamy się w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Nie wdaję się w awantury i słowne konstrukty. A nade wszystko wystrzegam się grafomańskiej modlitwy co czułym szeptem ślizga mi słowa do ucha. Jest kurwa jego mać tak miło, że zza okna rozciągnął się widok zachodu słońca za starymi drzewami…może dębami lub palmami. Tutaj ta płomienista czerwień zainfekowała moje członki. Zbieram więc te wszystkie manatki, rozłożone i poukładane, co zasłaniają mi światło. Trzymam swe ciało w monstrancji, złotej jak twoje kolczyki. Spodziewam się napływu ożywczego powietrza. Zapomnijmy o całej sprawie. Nic nie było i nic się nie wydarzyło.

NIC
…jest większe od pustki, nieobecności, niczego. Jest wielkie, jak przepastna otchłań wciągająca braki znaczeń. NIC balansuje, nie ma ani tego, ani siego. Wciąga, wsysa, by potwierdzać istnienie niczego. Bez dna, przestrzeni. Anty świat.

Paweł Łyjak (ur. 1983 r.) doktor sztuki, grafik, malarz, autor obiektów i instalacji. W 2008 roku ukończył studia na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W latach 2008-10 pracownik w Katedrze Sztuki, Wydziału Architektury, Politechniki Białostockiej. Jest laureatem Nagrody Imienia Tadeusza Kulisiewicza w 2009 r. W 2010 roku otrzymał od Prezydenta Miasta Białystok stypendium dla Młodych Twórców, zajmujących się działalnością artystyczną. W latach 2010-12 pracownik warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 2012 roku pełnił funkcję instruktora terapii zajęciowej w Stowarzyszeniu Otwarte Drzwi. Prowadził zajęcia artystyczne z osobami niepełnosprawnymi i zagrożonymi wykluczeniem społecznym. Był koordynatorem wydarzeń kulturalnych. W 2012-13 współtworzył artystyczną przestrzeń laboratoryjną Dzika6na79, w 2014 brał udział w tworzeniu przestrzeni artystycznej „Neurony Lustrzane”. Absolwent Wydziału Pedagogicznego i Artystycznego Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, gdzie w roku 2020 obronił tytuł doktorski.

Prace prezentował na wielu wystawach krajowych i zagranicznych, m. in.: IMPRINT‘2011 Międzynarodowe Triennale Sztuk Graficznych im. Tadeusza Kulisiewicza, Arkady Kubickiego, Zamek Królewski w Warszawie (2011), Grand Prix Młodej Grafiki Polskiej, Kraków (2012), Międzynarodowe Centrum Sztuk Graficznych-Galeria Centrum, Oblicza Wolności | Grafika polska XX i XXI wieku, Kraków (2014). Now Art, Studio KZMRZ i kamienica Lichtsona, Kazimierz Dolny 2018, Body Language, Berlin Blue art, Berlin 2017, Zakłócenia/Umwelt, Centrum Sztuki Współczesnej „Solvay” Kraków 2018. II nagroda w konkursie „Konstelacje-poza horyzont 2020”.

fot. Ignacy Skwarcan