A A A

Płoną pieniądze

10 listopada 2007 roku

Czyli festiwal performance w Kunsthall w Bergen (Norwegia)
we współpracy z Galerią XX1 w Warszawie

"Rety, co się dzieje" zadawali sobie pytanie widzowie w Kunsthall w Bergen. Na stole płonęły norweskie korony – opłaty pobrane za wstęp do galerii. Niektórzy śmiali sięnerwowo, inni klaskali, a jeszcze inni spoglądali z przerażeniem na efektowny i hipnotyzujący widok. Tak zakończył się norwesko-polski wieczór performance ArtSwap07.

Wzięła w nim udział szóstka artystów: Robert Alda, Janusz Bałdyga, Kurt Johannssen, Ryszard Ługowski, Rita Marhaug i Anita Pasikowska. Elegancko ubrana młoda para pobierała przy wejściu 20 norweskich koron (około 9 zł). Po przestąpieniu progu publiczność natykała się w holu na leżącą w jego centrum, na czarno-białej szachwnicowej posadzce, nieruchomą postać najbardziej znanego norweskiego performera, Kurta Johannssena. Z jego całkowicie zakrytej twarzy wydobywały się promieniście rozchodzące się brązowe sznurki, jak jakaś morska roślina czy włosy. Doskonałe zespolenie człowieka z naturą podobne glonowi wyrzuconemu na brzeg morza. "Dziewiąta opowieść" była kolejnym minimalistycznym projektem Norwega, który rozpoczął działalność performerską w połowie lat 80-tych i wykonał już ponad trzysta akcji w galeriach i w kraobrazie.

Kontynuując tradycję performance wywodzącą się z body-art artysta koncentruje się na własnym ciele zaznaczając jego granice i zakorzenienie w fizycznym świecie. Zakopany w piasku, wstrzymując oddech pod wodą lub pozwalając na wprawienie swojego wiszącego głową do dołu ciała w rotację, wystawia się na działania natury i jej żywiołów takich jak woda, powietrze, ziemia. Używa naturalnych materiałów: lodu, piasku i soli. Kurt Johannessen wybierał jako teren swoich działań plaże, ustynne krajobrazy Islandii, lodowce, a także w szwedzki las i norweskie góry jakby szukał pierwotnych śladów naszych przodków. Skandynawia pełna jest kamiennych prehistorycznych grobowców, naskalnych malowideł i gór liczących sobie kilka milionów lat. Tajemnicze tereny nietknięte ludzką stopą wydają się być krainą trolli i szamanów, mających długą tradycję w lapońskiej społeczności.

Audun Eckhoff, autor eseju w katalogu wydanym przez Muzeum w Bergen z okazji wielkiej tegorocznej retrspektywnej wystawy Kurta Johannessena uważa, że artysta wpisuje się w szamańską tradycję performance i sztuki nordyckiej. "Jako symboliczna akcja, sztuka performance – już w swojej formie wyrażania – ma wyraźne asocjacje z rytuałami i praktykami kultowymi. Dla wielu artystów performance, szaman jest kulturowym prototypem: inicjacyjną postacią, która wykonuje kultowe akty, wybranym medium sytuującym się pomiędzy bogiem a jego następcami." Nieznaczne poetyckie interwencje artysty respektują nienarusalność natury. On nie próbuje jej zmieniać, a raczej dokonać połączenia, symbolicznej symbiozy. Minimalizm formy łączy się tu z kontemplatywnymi stanami refleksji. Artysta często oddaje inicjatywę widzom, mówiąc przewrotnie: "Ja tu tylko leżę, ty decydujesz, co się za chwilę wydarzy".

W czasie wieczoru przewijał się motyw pieniędzy. Aż troje performerów użyło ich w swoich akcjach, choć każdy w nieco innym kontekście. Janusz Bałdyga, który budując język komunikacji używa własego ciała i przedmiotów oraz substancji o znaczeniu symbolicznym, a czasem nawet sakralnym, wykorzystał je jako element politycznego przesłania. Nazwa jego performance "Prawa ręka" nawiązywała do politycznej lewicy i prawicy. Artysta za pomocą przemieszczania ognia i wina (symbolizującego też krew) balansował między prawą a lewą stroną swojego ciała. Dramatyczny gest rzutu pieniędzmi miał oznaczać "chęć powiększenia własnej dominacji". Przesłaniem tej akcji wydaje się być próba nawiązani dialogu między różnymi opcjami i dyskredytacja bezdyskusyjnej ortodoksji poglądowej.

Ryszard Ługowski użył środków medialnych. Publiczność obserwowała dwie projekcje: jedna była widokiem powierzchni księżyca, druga pokazywała bezpośrednio obraz działania artysty, który starał się wrzucić monety do starego kociołka, a następnie ulepić z nich (księżycową?) kulę. Zderzenie poetyckiego symbolu z chłodną, a nawet cyniczną kalkulacją robiło wrażenie. Z drugiej strony artysta starał się orównać w swojej kreacji twórcy i stać się niemal demiurgiem kształtującym świat. "W tym performance przeprowadzam pewną grę z widzem, dokonuję małej manipulacji wizualnej prezentując dwie rzeczywistości w formie projekcji z rzutnika video. Jedna dzieje się na żywo w galerii, druga ukazuje "spacer" po księżycu i jego kraterach. Używam też monet z wielu krajów świata, które są elementem reprezentującym cywilizację. Odnoszą się do wielu narodowości i wielu kultur, w których zachodzą dynamiczne miany. Księżyc jest pierwotną naturą, niemym, odwiecznym świadkiem nieskażonym jeszcze ekspansją człowieka". Ryszard Ługowski, poszukując sensów i badając drogi rozwoju cywilizacji, przywołuje tezy średniowiecznego myśliciela – Mikołaja z Kuzy, który twierdził, że: "Kiedy (człowiek przyp. Aut.) zrozumie już, że poprzez racjonalne i dyskursywne myślenie nie jest w stanie ogarnąć prostej i nieskończonej prawdy, wtedy powinien otworzyć się na intuicję, aby wznieść się ponad różnorodność i różnce". Postulował on więc jedność przeciwieństw, jak również podkreślał niewystarczającą rolę rozumu w próbie poznania świata. Zdaniem myśliciela prawda (absolut, całkowite maximum) przewyższa rozum, dlatego należy wyjść poza rozum (myślenie dyskursywne) i poza wyobraźnię, aby uchwycić owo maximum na drodze intuicji. "Kulturowy monetarny tygiel", jaki powstał w wyniku działań artysty starał się on symbolicznie zlepić – "zjednoczyć" różnorodność w jeden organizm. Jeden z reckich mędrców uważał, że: "Jeśli duch skupiony jest na osiągnięciu mądrości, człowiek zdolny jest w coraz większym stopniu zbliżyć się do perfekcji. Jedność jest więc osiągalna, jeśli wszystkie dusze skierowane są ku mądrości i prawdzie, a prawda ta uznana jest za podstawę." Wydaje się, że obaj performerzy podkreślają misyjną rolę artysty w polityce i historii cywilizacji, który nadal wskazuje, komentuje i wierzy w możliwość oddziaływania sztuki.

Robert Alda – norweski artsta o polskich korzeniach pokazał bardzo teatralną, a jednocześnie zabawną akcję, prowokującą widzów zarówno do przemyśleń socjologicznych jak i filozoficznych co do natury sztuki. Błyskotliwie odegrał on scenę epilepsji i ataku serca siejąc wątpliwości wśród widzów, czy mogą ufać własnym zmysłom. Kobiecy głos płynący z głośnika zapowiadał i komentował działania performera, tworząc poczucie dystansu wobec oglądanej akcji. Jej początkiem było wtargnięcie artysty do galerii w przebraniu bezdomnego – a w każdy razie – podejrzanego osobnika, który bezceremonialnie rozepchnął strażników pilnujących wejścia i zataczając się wkroczył na środek sali. Galeria to przestrzeń publiczna specjalnego wymiaru – tam mamy zetknąć się z kulturą i sztuką należącą ciągle do elitarnego obszaru społecznego. Osoby z marginesu nie są tam mile widziane.

Inną kwestią jest postawienie przez Roberta Aldę pytania o granice oszustwa w sztuce. Parafrazując szekspirowskiego Hamleta, zadaje on pytanie: "oszukiwać cy nie oszukiwać?" Zdanie zakłada, że sztuka może być grą lub udawaniem. Norweski krytyk sztuki Knut Ove Arntzen zastanawia się, co oznacza powiedzenie, że artysta reprezentuje źródło kreacji i do jakiego stopnia ta kreacja odnosi się do zjawiska oszustwa. Podkreśla, że po 1945 roku dominował w sztuce, a zwłaszcza teatrze inspirowanym metodą Stanisławskiego, kult prawdy. Jego potwierdzeniem może być słynne hasło przełomu lat 50-tych i 60-tych: "Sztuka jest życiem", które zakładało tożsamość ob zjawisk. Postmodernizm przyniósł ze sobą teorie gry, role i maski. Zabawa stała się podstawowym tematem i pożądanym efektem sztuki. Autentyzm należy zaś do krytykowanej sfery romantyki, choć w ostatnich latach odrodziły się tendencje neo-polityczne, choćby na fali ekologii czy nurtu antyglobalizmu. Arntzen stwierdza, że można zauważyć ogólny rozwbecnej sztuki i eatru idący w kierunku kultury klubowej i tzw. "wspólnego doświadczenia", czego wyrazem mają być interaktywne zachowania pop-kulturowe. 
Jednym z nich jest turystyka, która była tematem działania Anity Pasikowskiej. Na sznurkach rozwiesiła ona jak pranie zanurzane każdorazowo w niebieskim płynie zdjęcia plażowiczów. W norweskiej galerii powstała symboliczna turecka plaża, pełna fotografii dzieci, kobiet i par na tle lazurowego morza. To okruchy wspomnień z wakacji, przywołanie ciepłego lata w jesiennych chłodach, próba rekonstrukcji przyjemności. Pamięć, która wypycha traumę i zachowuje obrazy raju.

Mocnym akordem wieczoru były płonące w nastrojowym przyćmionym świetle norweskie banknoty. Rita Marhaug spaliła około 750 koron, dobitnie dając wyraz własnym poglądom na temat komercjalizacji sztuki, a także – szerzej – życia społecznego. Tym razem oszustwa nie było. Zahipnotyzowani widzowie obserwowali, jak w popiół obraca się to, o co najbardziej zabiegają w codziennym życiu. Szamani i katharsis są im ciągle potrzebni.

Eulalia Domanowska