A A A

Karolina Ptaszkowska “Spelling”

kuratorka: Małgorzata Miśkowiec

współpraca kuratorska: Agnieszka Rogóz

 

Od lewej: Agnieszka Rogóz, Karolina Ptaszkowska, Małgorzata Miśkowiec.

 

 

Małgorzata Miśkowiec

Pomiędzy słowem, a chaosem koloru i linii

Karolina Ptaszkowska żyje, podobnie jak większość z nas, na przecięciu, gdzieś w wiecznym pomiędzy, które stwarza mnóstwo napięć, każe się nieustannie opowiadać, mimo iż z góry wiadomo, że żadna trwała afiliacja nie będzie nigdy możliwa. Ta charakterystyczna dla naszej współczesności sytuacja wydaje się nierozwiązywalnym węzłem, czarną dziurą, która wsysa w otchłań wiecznie niedookreślonych statusów, w której wszystko – każde działanie, każdy gest stają się nadmiernie skomplikowane i powiązane z lawiną nieprzewidywalnych konsekwencji.

W wypadku Karoliny Ptaszkowskiej to pomiędzy jest widoczne na niemal każdym kroku. Na przykład już w tym, iż jest Polką mieszkającą i tworzącą w Wielkiej Brytanii. Krajobraz odniesień (wizualnych, tekstowych, muzycznych) w jej twórczości jest głównie anglojęzyczny, mocno zakorzeniony w tamtejszej kulturze, i to na wielu jej poziomach. Artystce nie są te odniesienia obce, przeciwnie – widać, że dobrze się w nich czuje, że swobodnie z nich korzysta, a nawet je zawłaszcza, remiksuje i przyswaja, budując jednocześnie coś bardzo własnego i intymnego. Gdy jednak przypatrzeć się bliżej, poszukać pewnej bazy, dostrzec można nawiązania do polskiego wzornictwa, rękodzieła czy twórczości polskiej artystki dwudziestolecia międzywojennego – Zofii Stryjeńskiej. Stwarza to ciekawe napięcie, organizujące formalnie całą obecną twórczość Karoliny Ptaszkowskiej.

W przedstawionych na wystawie pracach, i w towarzyszącym im intermedialnym poemacie internetowym, Ptaszkowska sama przedstawia się nam jako kobieta, artystka, wreszcie osoba pracująca, podlegająca twardym społecznym i ekonomicznym wymogom. Jej erudycyjna, bogata wyobraźnia jest zarazem miejscem, w którym może się schronić, ale też przestrzenią efemeryczną, fragmentaryczną, w której wszystko się ze sobą przenika, nieustannie przeobraża w nieskończonym „intersubiektywnym dialogu”.  To obszar ciągłej walki, w której różne elementy osobowości artystki walczą o dominację, a swoje robi też wdzierający się tam świat zewnętrzny. Z jednej strony wymaga on nieustannej produktywności, „użyteczności”, ciągłej gotowości w walce o byt; z drugiej domaga się społecznej odpowiedzialności, zabrania zamykania się w prywatności, ukazuje szersze znaczenie każdego wykonanego gestu, za którym muszą iść konsekwencje. Nieprzypadkowo sytuacja ta porównywana jest do horroru.

Te wszystkie poplątania znajdują swoje odzwierciedlenie w warstwie wizualnej prezentowanych dzieł. Charakterystyczna jest dla nich pewna mozaikowość. Widoczne są wyraźnie kształty, gesty, linie lub wzory, które wydają się coś tworzyć, zmierzać do jakiegoś celu, by nagle go porzucić, gwałtownie skręcić tam, gdzie akurat poprowadziła myśl lub silna emocja. Ale chaotyczność też jest tu pozorna. To co wyraziste skrywa często wyblakły ślad jakiegoś dawnego porządku, czegoś, co ustanawiało ramy całości, a co cały czas jest wyczuwalne. Czasami też, jak w zabawkach optycznych, po dokładnym przyjrzeniu się, abstrakcyjne zawijasy czy plamy kolorów układają się w przemyślaną kompozycję, nieraz będącą echem tego, co już świetnie znamy (obraz Caravaggia czy wspomniane już dzieła Stryjeńskiej).

Karolina Ptaszkowska jest millenialką (choć to słowo nigdy nie pada, gdy sama się opisuje), a charakterystyczne dla jej sztuki napięcia, subtelnie, lecz dobitnie wyrażają kondycję kobiety i artystki z jej (naszego) pokolenia. Presja ekonomiczna, ale też ciągła potrzeba udowadniania swojej przydatności społecznej, nie pozwalają na odpoczynek, nakazują zapomnieć o romantycznych ideałach życia artysty, sprowadzając sztukę po prostu do kolejnego zawodu, czemu ona jednak nie chce się do końca poddać. Także mozaikowa forma jest powiązana z kwestią pokoleniową. Artystka jest bowiem stałą bywalczynią cyfrowego świata, znakomicie się odnajduje w gąszczu chaotycznych informacji, które zbiera, kataloguje i przerabia na własną modłę. Jej sztuka sprawia wrażenie gigantycznej bazy danych, zbioru hipertekstów, gdzie każdy element odsyła do jakiegoś innego, zupełnie z pozoru niepowiązanego, a jednak tworzą one spójną, fascynującą, choć nigdy nie ukończoną całość.

Działalność artystki nie ogranicza się jedynie do malarstwa. Zgodnie z zasadą mozaikowości, sięga też po inne media, w których kluczowe znaczenie ma słowo. Literackie tytuły są integralną częścią dzieła, wraz z tekstami, do których nawiązują. Czasami słowo (zwłaszcza w internetowym „poemacie”) pojawia się jako integralna część wizualnych kompozycji. Zachowuje ono swoje znaczenie, ale jednocześnie staje się już czymś innym. Także tutaj widać ciekawą grę  współczesności z tradycją, gdyż tego typu zabiegi przypominają strukturę strony internetowej, ale też estetycznie mogą kojarzyć się z malarsko-literackimi wizjonerskimi dziełami Williama Blake’a. W połączeniu z pojawiającymi się gdzieniegdzie wątkami astralnymi, nadaje to intymnym dziełom  malarki nieoczekiwanie kosmicznego wymiaru.

Bo najciekawsza jest u Ptaszkowskiej próba przezwyciężenia impasu. Jej twórczość, bynajmniej, nie jest lamentem nad stanem współczesności, nie jest skargą ani protestem. Choć zawiera w sobie elementy krytyczne, ma zaskakująco afirmatywny charakter. Malarka postanawia uczynić atut ze swojej niedookreślonej pozycji, celebruje swoje pomiędzy, które jest źródłem cierpień, ale może też prowadzić do mniejszych lub większych rozkoszy. Niestała, wibrująca cyfrowa współczesność – źródło wszystkich „przenikań, płynności i sieci synchroniczności” (o których artystka sama wspomina, pisząc o sobie) szuka kontrapunktu w postaci form bardziej klasycznych, dotykalnych, zmysłowych, materialnych, powiązanych z fizyczną pracą rąk. Stałych i jakby odwiecznych.  Zarazem jednak artystka wybiera lekkie tkaniny i materiały, podatne na uszkodzenia, stopniowo zagęszczając kompozycję aż do perwersyjnego hiperbolicznego gestu malarskiego. Delikatność procesów psychicznych znajduje swoje odbicie w niestabilnej materialności, a mozaikowość cyfrowego świata odzwierciedlana jest w kompozycjach będących sumą malarskich znakowań. To co powinno ze sobą walczyć, zaczyna, dzięki działaniu artystycznemu, współpracować, uzupełniać się nawzajem – nawet, jeśli tylko na chwilę.

 

 

 

Karolina Ptaszkowska mieszka i pracuje pomiędzy Bristolem (UK), a rodzinnym Nowym Sączem i Warszawą. Uzyskała tytuł magistra na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie (w Pracowni J. Modzelewskiego, 2010), ukończyła także kurs Turps Art School (Londyn, 2019).

Swoje prace wystawiała m.in. w Caraboo Projects w Bristolu (2018), Kurt Beers for TopaintersTopaintings (wirtualna wystawa, 2019) i w New Art Projects w Londynie (2018).

Artystka wielokrotnie nominowana i nagradzana, m.in w 2020 roku dofinansowaniem z Bricks Bristol do stworzenia interaktywnej opowieści, którą zrealizowała we współpracy z Uniwersytetem w Bristolu. W 2020 roku była rezydentką w galerii The Garage w Bristolu. Jej prace zostały opublikowane w „ArtMaze Magazine”.

 

 

Intermedialny poemat internetowy (horror story)

 

Zdjęcia Ignacy Skwarcan